Archiwum
RSS
wtorek, 19 września 2006
Gorzkie żale
Wygrałam dwudniowy pobyt w fajnym miejscu z tenisem, koniami i odnowami :)
I co? No, nie mam z kim jechać (mam oczywiście na myśli faceta, bo koleżanek fajnych co najmniej garść). No bo jak, skoro Stare Kotlety są  żonate i wyjazd na weekend to Mission Imposibile :( Zresztą miałam nie odgrzewać kotletów i tego się trzymam. Chociaż wczoraj miałam taki moment, że chwyciłam za telefon i dzwonię. Na szczęście nie odebrał, a ja dzwoniłam z numeru bez identyfikacji. Więc jestem czysta. Coś jakby alkoholik złapał za piwo i wypił je jednym haustem, a ono okazałoby się być...bezalkoholowe. Po prostu udało mi się :)

NIE CZYTAJ: ?Szminki w wielkim mieście? Candance Bushnell. Straszna chała. Czytałam z dziesięć lepszych książek tego typu. Dziennikarzom, którzy robią dobrą prasę takim gniotom powinno się łeb urwać. A swoją drogą wydawwnictwo Znak stać chyba na coś lepszego. 

DVD Zobacz: ?Lokatorka? z Johny Travoltą i Scarlet Johansson. Leniwy i ciekawy. 

DVD unikaj: ?Milion za noc? z Neve Campbell. Cholernie pretensjonalny. 

wtorek, 05 września 2006
Tanie latanie

Z taniego latania najtańsze są marzenia, chociaż loty naprawdę kosztują niewiele. Tylko człowiek szybko się rozbestwić potrafi i jak widzi, że Amsterdam jest za 320 zł - wteinazad - to marudzić zaczyna, bo już leciał do Rzymu za dwieście złociszy, a wkrótce, mam nadzieję, do Londynu za 90 zł - całość!!! Nic mi tak dobrze nie robi jak internetowy rejs po wizzairach, skyeurope'ach i centralwingsach. Rozmyślanie nad tym czy do Barcelony w marcu to za wcześnie, czy nie - cudownie działa. Podobnie wieczorkowe domowe przeglądanie przewodników np. po Florencji i roztrząsanie czy do Galerii Uffizich to lepiej do południa czy na trzy godziny przed zamknięciem? Oto są problemy dla których warto tracić głowę.


W sercu: Byłam kiedyś strasznie zafascynowana jednym chłopakiem. Nie widzieliśmy się z cztery-pięć lat, a ja wciąż o nim myślę. Kiedy widzę kogoś podobnego moje serce staje w miejscu, gdy przechodzę przez plac, gdzie się spotkaliśmy ostatni raz - moja pamięć z dokładnością co do każdego promienia i cienia odtwarza tę chwilę, w której go zobaczyłam tamtego dnia. Gdy idę ulicą czasami zastanawiam się, czy mnie nie widzi. Czy nie przyjechał służbowo do mojego miasta z Warszawy, gdzie... mieszka z żoną i dzieckiem. Zastanawiam się czy kiedykolwiek się jeszcze spotkamy i od razu sobie odpowiadam, że pewnie nie. A potem myślę o tym, że kiedy go spotkam chciałabym mieć czyste puszyste włosy, i błyszczące oko, i broń Boże żadnego oczka na rajstopie, i garść żartów, i bystrą ripostę na każde zawołanie. Pewnie byłabym bardzo zdenerowowana i plotła coś bez sensu. A może po prostu rozmawiałoby się nam jak za dawnych czasów. To były fantastyczne walki na argumenty. W życiu się z żadnym facetem tak nie nagadałam w łóżku (i poza), jak z nim :) Wyobraźcie sobie tylko dyskusję tak ciekawą i energetyczną, że wygrywa z naprawdę dobrym seksem. Mission impossible, co?

Co najciekawsze, choć nie mam z nim żadnego kontaktu, przez ostatnie kilka lat, wiele rzeczy, szczególnie zawodowych, robiłam z myślą o tym, że on dowiedziawszy się o nich powie, a raczej pomyśli, jak kiedyś: jest naprawdę dobra! Teraz kiedy to napisałam, wygląda to dość żałośnie, ale co tam...Po rozstaniu z nim spłodziłam nawet wiersz. Nie pierwszy w życiu, bo może z trzeci, za to chyba ostatni. A oto dzieło...


Milczenia nigdy dość,

gdy cały jesteś mną, 

słodkich słów 

na nic tu litania 


Tę chwilę będę śnić 

na jawie, kiedy Ty

usta znów zamkniesz mi

niemniej gwałtownie


Szlaban słów

nie kocham, błąd

zdusił miłe sercu

trzepotanie


Miał nie boleć 

już Twój brak

a cierpienia wciąż jest wart

każdy sen i na duszy zadrapanie


Wyleczona z niego bądź

tak zaklina mnie co noc

pocałunku Twego 

ciągle świeża rana

poniedziałek, 04 września 2006
Co z tym kotem?

Miałam coś w życiu swoim zmienić, no i już są pierwsze efekty, bo... przygarnęłam kota. Prosił mnie o to syn już razy kilka, ale zawsze się jakoś sprytnie wykręcałam. Aż ostatnio powiedziałam, że jak będzie jakaś okazja, że jak los tak zrządzi, to weźmiemy kotka. Jak to bywa z samo spełniającymi się wróżbami, już dwa dni później ?los zrządził?. Kotek jest fajny. Tygryskowy :) Głównie zajmuje się spaniem i huśtaniem na obrusie. 

Przy okazji ciekawa rzecz...Jak normalny człowiek bierze kota, to myśli sobie: co ja będę z nim robił. A ja co myślę? ?Czy ten kot nie będzie się ze mną nudził?? Psycholog się kłania :)


W sercu: W kwestii Starych Kotletów. Cisza. Ograniczam się do myślenia. Czasem o tym ,czasem o owym. Ale króciutko, tuż przed snem, a że szybko zasypiam... Jeden ze Kotletów (ten w pewien sposób najfajniejszy :) zadzwonił właśnie z pytaniem czy wszystko u mnie w porządku, bo byłam ostatnio taka przygnębiona. Coś tam bąknęłam, jak to zwykle ja, bo nie umiem się długo użalać nad sobą. Miło, że zadzwonił, ale basta - nie myślimy o tym :)


W sercu 2: W lodóweczce czeka na mnie krągła i uległa... mozarella :) 


W kinie: Byłam na ?Step Up? i ?Lot 93?. Pierwszy na trójkę, drugi na piątkę i naprawdę wciska w fotel. Lecę do Londynu 12 października i na trzeźwo to chyba na pokład nie wejdę. 


W perfumerii: Kolejny fajny Armani. Remix. Będzie na co polować na lotnisku :)


Z książki: Leonie Swann ?Sprawiedliwość owiec?. Do stada, którego przewodnikiem jest Sir Ritchfield w pewnym momencie wraca jego brat bliźniak Melmoth Wędrowiec i mamy takie oto owcze wątpliwości...?Chciałyby, żeby przewodnikiem nadal był sir Ritchfield. Ale baran przewodnik, którego na pierwszy rzut oka nie można odróżnić od drugiego barana, nie jest przewodnikiem praktycznym.?  Odkrywcze :)

piątek, 01 września 2006
O Starych Kotletach


Zakładam bloga i natykam się na komendę ?zacznij pisać?. Dosłownie przebiegł mnie dreszcz emocji, a nawet może trochę i strachu, bo nie jestem zwierzęciem internetowym. Nie dla mnie gadu-gady, czaty i fora. Korzystam z sieci szukając informacji, przeglądając ulubione strony, odczytując newslettery i tyle. 

Mam za sobą krótkie i mało efektowne członkostwo w sympatia.pl, bo mimo iż lubię pisać nie starczyło mi pary na te emailowe pseudoromanse. I tak doszłam do sprawy najistotniejszej, dla której ten blog zakładam...

Mam 33 lata, 11-letniego syna i od siedmiu lat jestem sama. Określenie ?sama? nijak tak naprawdę nie oddaje prawdziwej sytuacji. Sama to raczej niezwiązana z nikim sensownym w żaden sensowny sposób. Plagą mojego życia są tzw. Stare Kotlety, czyli odgrzewani faceci. W znakomitej większości są żonaci. Łączyło nas kiedyś coś więcej, teraz mniej albo w ogóle, ale taki facet to jest lek na całe zło, kiedy się ma doła. Więc dzwoni się do takiego pacjenta, mówi się to albo owo, można wprost, można zapraszać na kawę. Idzie się z nim do łóżka, coś się tam powspomina, wysłuchuje się o jego pięciuset domowych problemach i szlus. On wraca do domu, a kiedy opadają emocje, człowiek (czyli ja :) czuje się jak po zjedzeniu starego kotleta, czyli ciężko na żołądku i wszędzie indziej. Potem przyrzeka się sobie, że nigdy więcej aż do...następnego razu. 

Obiecałam sobie coś zrobić dla siebie. Podarować sobie Miesiąc bez Głupich Telefonów i Sms-ów do Starych Kotletów. Niniejszym go inauguruję. Z dniem 1 września. Tyle chyba mogę zrobić. A Bóg miłosierny mi świadkiem, że niczego tak nie pragnę jak prawdziwej, odwzajemnionej miłości. Wyczytałam gdzieś, że ?Tęsknota za miłością już jest miłością?. Na tę chwilę, za trudnym jest dla mnie, żeby pojąć sens tego stwierdzenia. Ale może właśnie dlatego trzeba mi tego czasu na wyciszenie. Dziewczyny! Starym Kotletom mówimy: Nie!


Następnym razem będzie mniej poważnie :) Zapraszam...